7 marca

Od kiedy ujrzałam to autko wiedziałam, że muszę je sfotografować. Nie stać mnie na zakup takiego cudeńka, więc przynajmniej uwiecznię go na własnym zdjęciu.

Wpadłem wprost z urlopu w nawał pracy, zostało mi w aparacie tylko jedno, dość przypadkowe zdjęcie. Radosne okno w ponurej ścianie.


6 marca

Moje czerwone paznokcie przypominają mi jak Wrocław jest mały i jak łatwo spotkać znajomego znajomego.

I koniec króciutkiego urlopu, czas wracać do domu. Jeszcze tylko ostatni rzut oka na rodzinne miasto, wprost z peronu dworca.


5 marca

Pewnie ściągniętego gdzieś jakiejś szklarni z południa Europy. Nie ważne. Purpurowy miąższ rozpływał się w ustach niczym słodkie marzenie. Jeszcze miesiąc i u nas pojawią się nowalijki. Póki co choroba trzyma mnie w domu, więc fotografuję na skraju stołu.

Są takie kształty w moim rodzinnym mieście, których nie zauważałem przez tyle lat chodząc wkoło nich, tam i nazad. A teraz potrafię w nich zatonąć.


4 marca

Króciutki spacer po Oławskiej zaowocował jeszcze gorszym samopoczuciem. Chyba już czas wybrać się do lekarza. Mój krasnalek doskonale się bawił na świeżym powietrzu. Wiosno przybywaj!

Długo namawiałem przyjaciela na zapuszczenie brody. Równie szybko jednak zniknęła po zrobieniu tego zdjęcia.


3 marca

Nadal jestem chora i nadal nie wychodzę z domu. Chce mi się wyć na widok lamp i książek. Tak bardzo chcę wydostać się na zewnątrz.

Ponoć z Borderkiem życie jest piękniejsze.


2 marca

Mój anioł ma rogi i podbite oko. Ciężko się żyje z takim podarunkiem niebios.

Podróż do domu różne ma oblicza, czasem siedzi się na podłodze i patrzy w górę z niedowierzaniem.