Tak po prostu i od serca. Najlepszego z okazji Walentynek.
Walentynki to dla mnie święto tandety. W Polsce, to święto polskiej tandety.
Tak po prostu i od serca. Najlepszego z okazji Walentynek.
Walentynki to dla mnie święto tandety. W Polsce, to święto polskiej tandety.
Przygotowania do Walentynek trwają. Grzebiąc w przepastnych szufladach z zabawkami, niczym w najtandetniejszym horrorze, natykam się na stos główek lalek. Urwane nie bardzo chciały wrócić na swoje miejsce. Straciły głowę w imię dziecięcego eksperymentu. W miłości też się traci głowę. Na szczęście szybko wraca na kark.
Tak jak w notce z dnia 16 stycznia, próbuję nadal sił w zniekształcaniu obrazu. Tym razem jednak próbowałam zmienić zdjęcie całkowicie komputerowo. Efekt nie jest taki zły, ale mam wrażenie, że wyczuwa się w nim nutkę sztuczności, której nie miało poprzednie zdjęcie.
Biorę udział w turnieju gier bitewnych. Dziś umiejętności fotograficzne służą dokumentacji. Over.
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, kiedy ujrzałam ten obrazek. Pobiegłam od razu po aparat i uwieczniłam mojego koty tak jak były. Mimo brudnych szmat, na których leżały, cieszyłam się, że udało mi się je tak razem podejrzeć. Tosia (młodsza) zraża do siebie Słomkę (starsza) swoimi nerwowymi ruchami i wiecznym wierceniem się. Dzisiaj były mocno padnięte, bo Słomka nawet nie zareagowała jak Tosia się do niej przytuliła, a Tosia zastygła jak kamień.
Do góry nogami. Wykolejony, tak się czuję po zeszłotygodniowym szaleństwie szkolnym. Jeszcze nie mogę dojść do siebie. Nawet drzewa rosną korzeniami w górę.
Oto ona - moja czarnucha, którą tak ciężko sfotografować. Uwielbia siedzieć na oknach i obserwować co się dzieje z drugiej strony szklanego ekranu. Nie przeszkadzam jej, niech patrzy. Lubię jej stateczność i dostojność, tak różną od młodzieńczego szaleństwa drugiego kota.
Po raz pierwszy od tygodnia relaks. Brak myślenia. Fajka wodna w Fuego na tyłach Nowego Światu.
Kolejna próba fotografowania komórką, trochę nieudana, ponieważ mam średniej jakości aparat w swoim telefonie. Ale kaczuszka ma też swój urok, wygląda jak wycięta ze starej gazety.
Znów jestem na dworcu Warszawa Centralna, stoję przy okienku i uroczo gaworzę z przemiłą (naprawdę!) kasjerką. Rozglądam się wokoło. Miłe to co widzę, ten ponury budynek zaczyna jaśnieć. Poczekalnia jeszcze zamknięta, ale lada dzień...