10 lutego

Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, kiedy ujrzałam ten obrazek. Pobiegłam od razu po aparat i uwieczniłam mojego koty tak jak były. Mimo brudnych szmat, na których leżały, cieszyłam się, że udało mi się je tak razem podejrzeć. Tosia (młodsza) zraża do siebie Słomkę (starsza) swoimi nerwowymi ruchami i wiecznym wierceniem się. Dzisiaj były mocno padnięte, bo Słomka nawet nie zareagowała jak Tosia się do niej przytuliła, a Tosia zastygła jak kamień.

Do góry nogami. Wykolejony, tak się czuję po zeszłotygodniowym szaleństwie szkolnym. Jeszcze nie mogę dojść do siebie. Nawet drzewa rosną korzeniami w górę.


9 lutego

Oto ona - moja czarnucha, którą tak ciężko sfotografować. Uwielbia siedzieć na oknach i obserwować co się dzieje z drugiej strony szklanego ekranu. Nie przeszkadzam jej, niech patrzy. Lubię jej stateczność i dostojność, tak różną od młodzieńczego szaleństwa drugiego kota.

Po raz pierwszy od tygodnia relaks. Brak myślenia. Fajka wodna w Fuego na tyłach Nowego Światu.


8 lutego

Kolejna próba fotografowania komórką, trochę nieudana, ponieważ mam średniej jakości aparat w swoim telefonie. Ale kaczuszka ma też swój urok, wygląda jak wycięta ze starej gazety.

Znów jestem na dworcu Warszawa Centralna, stoję przy okienku i uroczo gaworzę z przemiłą (naprawdę!) kasjerką. Rozglądam się wokoło. Miłe to co widzę, ten ponury budynek zaczyna jaśnieć. Poczekalnia jeszcze zamknięta, ale lada dzień...


7 lutego

Moje ulubione ostatnimi czasy. Czasami bywa tak, że po prostu ma się ochotę na piwo. Nie jestem w stanie wypić 0,5l, ale 0,3l akurat sączę przez cały wieczór. Dla przyjemności.

Znów Warszawa... Jeżdżę tam i z powrotem, mamy gości.


6 lutego

Droga na Wrocław przebiega przez Tuszyn. Pełno tam parkingów, ale jeden pilnowany jest "szczególnie". Za każdym razem chciałam zatrzymać się przy misiu i go sfotografować, ale teraz los się do mnie uśmiechnął i stanęłam na światła tuż obok niego.

Czasami człowiek nagle coś zauważa i jest... tak powstają zazwyczaj moje miejskie zdjęcia. Wyprzedaż rąk, nóg, ale nie mózgów. Tak czułem się po tej sesji.


5 lutego

Jedziemy do szkoły. Nieprzytomni, zmęczeni po całonocnej walce z Flashem. Nawet w pociągu nie można się wyspać, bo trzeba szybko dokończyć projekt. Na brudnej szybie pociągu ktoś narysował dwa serduszka. Podniosłam komórkę i już wiedziałam, że to będzie moje zdjęcie na factora. Innego nie będę miała siły zrobić.

Rano zakopani w błocie, w południe olani przez wykładowcę. Dzień szary i bez komentarza


4 lutego

Ciągle w drodze. Pogoda nie sprzyja miłym wycieczkom, wycieraczki walczą z deszczem. Nie chce się jechać. W taką pogodę człowiek najchętniej zakopałby się pod koc z kawałkiem dopiero co upieczonego ciasta i kubkiem kawy. Tylko dla tego lubię deszczową pogodę, inaczej ciężko byłoby wytłumaczyć sobie powody takiego lenistwa. A na wiosnę czekam z utęsknieniem.

Noc z Flashem - czyli sesja nadchodzi. Na zdjęcia brak mózgu...